Miejski Ośrodek Kultury ponownie stał się miejscem wyjątkowego spotkania z teatrem, gdyż aktorzy Bałtyckiego Teatru Dramatycznego powrócili na jego scenę z kolejną znakomitą propozycją. Tym razem widzowie mieli okazję zobaczyć adaptację historii legendarnego Nikodema Dyzmy – postaci, która mimo upływu lat wciąż pozostaje zaskakująco aktualna.

Już od pierwszych scen przedstawienie przeniosło publiczność w czasie, do barwnego świata międzywojennych elit, ukazując błyskotliwą, a zarazem gorzką opowieść o karierze człowieka pozbawionego kompetencji, lecz obdarzonego sprytem i niebywałym szczęściem. Reżyser koszalińskiego spektaklu Paweł Szkotak w umiejętny sposób połączył ducha epoki z nowoczesnym spojrzeniem, dzięki czemu teatralne widowisko jednocześnie oddawało klimat lat 30. i wyraźnie nawiązywało do współczesności. Z entuzjastycznym przyjęciem widzów spotkała się kreacja głównego bohatera – Nikodem Dyzma w tej interpretacji był niezwykle charyzmatyczny, umiejętnie skrywając swój elementarny brak wiedzy pod płaszczykiem prostolinijności. Początkowa sympatia widzów do tego bohatera, ustąpiła jednak miejsca niechęci, gdy prawdziwe oblicze Dyzmy wyszło na światło dzienne. Prowincjusz, który wywoływał ironiczny uśmiech, gdy obnażał mechanizmy, kierujące ludźmi trzymającymi władzę, w finale okazał się wyrafinowanym graczem, który bez skrupułów pnie się po szczeblach kariery, z nikim nie obchodząc się delikatnie. Na uznanie zasługują również pozostali aktorzy, którzy stworzyli barwną galerię postaci – od cynicznych przedstawicieli elit, przez prowincjuszy, upatrujących dla siebie łatwego stanowiska dzięki odpowiednim koneksjom, po romantyczne amantki, próbujące znaleźć swoje miejsce w brutalnym świecie – ukazując pełne spektrum społecznych zależności i słabości. Dużym atutem spektaklu była oprawa muzyczna, oparta na przebojach okresu międzywojennego oraz dynamiczne sceny zbiorowe wzbogacone o elementy taneczne. Wprowadzały one lekkość i rytm, a jednocześnie subtelnie komentowały wydarzenia rozgrywające się na scenie. Muzyka i taniec stanowiły również klamrę spinającą dla przedstawienia, a scena finałowa i następujący po niej refren piosenki były gorzką refleksją o świecie zmanipulowanym przez jednostki.

Publiczność nagrodziła artystów długimi brawami, doceniając zarówno kunszt aktorski, jak i aktualność przesłania. Bo Kariera Nikodema Dyzmy w wykonaniu koszalińskiego zespołu nie tylko bawiła, ale też zmuszała do zastanowienia się nad tym, jak niewiele zmieniło się w mechanizmach rządzących światem i jak bardzo aktualne pozostają one we współczesnej rzeczywistości.